Paragraf na kozetce

Informator prawno-psychologiczny
Kwiecień 19th, 2013 by Joanna Kuczyńska

Upoważnienie do odbierania dziecka z przedszkola

Często muszę odpowiadać na pytanie dyrektorów przedszkoli o upoważnienie do odbioru dziecka z placówki. To zadziwiające, ale w internecie rzeczywiście nie ma na nie odpowiedzi :)

Problem polega na tym, że skonfliktowani rodzice nie podają wspólnej deklaracji. Często zdarza się, że zarówno matka jak i ojciec wskazują inną osobę. Czasami są to ich nowi partnerzy i wtedy drugi rodzic protestuje. Pracownicy przedszkoli, postawieni między przysłowiowym młotem a kowadłem nie wiedzą, co w takiej sytuacji robić. Odpowiedź jest prosta – odesłać rodziców do sądu.

Art. 97 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego

§ 1. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, każde z nich jest obowiązane i uprawnione do jej wykonywania.

§ 2. Jednakże o istotnych sprawach dziecka rodzice rozstrzygają wspólnie; w braku porozumienia między nimi rozstrzyga sąd opiekuńczy.

Bez wątpienia czasowe powierzenie opieki innej osobie (a tym właśnie jest odebranie pociechy z przedszkola przez babcię lub ojczyma) jest sprawą istotną.1 Rodzice, którzy nie mogą się w tej kwestii porozumieć, mogą złożyć do sądu rejonowego, wydział rodzinny, właściwy ze względu na miejsce zamieszkania dziecka, wniosek o wydanie rozstrzygnięcia w przedmiocie upoważnienia osoby trzeciej do odbioru dziecka z placówki. Można w nim zawrzeć wniosek o zabezpieczenie roszczenia na czas trwania postępowania poprzez wydanie zezwolenia na odbieranie dziecka przez określoną osobę. Największe szanse na takie zabezpieczenie ma osoba pomagająca rodzicowi, u którego dziecko ma miejsce zamieszkania.

Oczywiście rodzice tego nie robią. Występowanie do sądu z wnioskiem w każdej sprawie, w której rodzice nie mogą dojść do porozumienia jest czasochłonne i uciążliwe. Rozwiązaniem zapewniającym większą swobodę w podejmowaniu decyzji dla rodzica będącego podstawowym opiekunem dziecka, jest złożenie wniosku o ograniczenie drugiemu rodzicowi władzy rodzicielskiej.

Dopiero przedstawienie w przedszkolu odpisu postanowienia o ograniczeniu władzy rodzicielskiej drugiego rodzica jest podstawą do przyjęcia upoważnienia do odbioru dziecka tylko od rodzica, który ma pełną władzę rodzicielską. A co ma zrobić dyrektor placówki do tego czasu? Powinien poinformować rodziców, że do czasu przedstawienia wspólnej deklaracji lub postanowienia sądu dziecko będzie wydawane wyłącznie rodzicom.

Joanna Kuczyńska

Paragraf :)

1 Andrzejewski M., Komentarz do art.97 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (w:) Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Komentarz, Dolecki H. (red.), Sokołowski T. (red.), Lex 2010

Kwiecień 11th, 2013 by Joanna Kuczyńska

Podział majątku – prawo najmu

Ostatni podział majątku, nad którym pracowałam, zajął mi tyle czasu, że postanowiłam na chwilę porzucić wątek przeciwdziałania przemocy w rodzinie na rzecz tej właśnie sprawy. O jej szczególności świadczą 2, a w zasadzie 3 problemy – sprawa dotyczyła podziału majątku, na który składało się prawo najmu lokalu komunalnego, którego od 7 lat już nie ma, ponieważ była małżonka wykupiła lokal w 2006 r. Na dodatek Państwo rozwiedli się prawie 20 lat temu.

Wydawać by się mogło, że to już zamierzchła prehistoria, ale na szczęście dla Pana klienta (i nieszczęście jego byłej żony) roszczenie o zniesienie współwłasności nie ulega przedawnieniu (art. 220 k.c.). Na moje nieszczęście z kolei zastosowanie w sprawie mają przepisy obowiązujące w dniu uprawomocnienia się wyroku rozwodowego (do dnia 20.01.2005 r. od chwili ustania wspólności ustawowej stosowało się odpowiednio do majątku, który był nią objęty, przepisy o współwłasności w częściach ułamkowych). Byłam wtedy na początku podstawówki :)

  • Problem 1. Czy prawo najmu podlega podziałowi?

Tak. „Prawo najmu lokalu komunalnego, za który opłacany jest czynsz w wysokości ustalonej w uchwale rady gminy (…) stanowi składnik majątku wspólnego małżonków i podlega rozliczeniu przy podziale tego majątku.” (uchwała Sądu Najwyższego z dnia 9 maja 2008 r., III CZP 33/08)

  •  Problem 2. Czy można dzielić coś, czego już nie ma?

Tak, niezależnie od tego czy jest to rzecz czy prawo. Skład i wartość majątku podlegającego podziałowi ustala sąd (art. 684 k.p.c.). „Wartość tych składników ustala się według stanu na dzień ustania wspólności majątkowej i według cen obowiązujących w chwili zamknięcia rozprawy. W przypadku, gdy przyczyną ustania wspólności majątkowej jest orzeczenie rozwodu, datą ustania tej wspólności jest dzień uprawomocnienia się wyroku, a nie dzień orzeczenia rozwodu. W przypadku składników majątkowych wchodzących w skład majątku wspólnego w dniu ustania tej wspólności, następnie zbytych bezprawnie przez jednego z małżonków przed podziałem majątku wspólnego, sąd powinien w podziale majątku uwzględnić te składniki.” (postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 11.03.2010 r., IV CSK 429/09).

W dniu uprawomocnienia wyroku rozwodowego byli małżonkowie byli współwłaścicielami prawa najmu lokalu komunalnego. Jego wartość trzeba oszacować na dzień dokonywania podziału, czyli po aktualnych cenach.

  • Problem 3. Jak określić wartość prawa najmu?

Prawo najmu lokalu komunalnego nie podlega zbyciu, dlatego nie ma wartości rynkowej. Nie ma żadnych przepisów prawnych pozwalających na jego wycenę. Na szczęście w takich sytuacjach pomocną dłoń ponownie wyciąga Sąd Najwyższy, który w uchwale z dnia 24.05.2002 r. (III CZP 28/02) orzekł, że „Wartość prawa najmu lokalu komunalnego, objętego podziałem majątku wspólnego, stanowi różnica między czynszem wolnym a czynszem regulowanym, z uwzględnieniem – w konkretnych okolicznościach sprawy – okresu prawdopodobnego trwania stosunku najmu.” Czynszem wolnym jest czynsz, który najemca płaciłby na wolnym rynku za mieszkanie o podobnym metrażu i w podobnej lokalizacji, a czynszem regulowanym – czynsz, który faktycznie opłacał. Przykładowo czynsz w lokalu komunalnym w latach 90. XX w. wynosił 100 zł, natomiast dziś na wolnym rynku w tym samym mieście za taki sam metraż miasto pobiera czynsz ok 600 zł. Różnica zatem wynosi 500 zł.

Przejdźmy do „okresu prawdopodobnego trwania stosunku najmu” (może być zarówno określony jak i nieokreślony). W mojej sprawie było łatwiej, ponieważ był to okres od uprawomocnienia się wyroku rozwodowego do dnia wykupienia mieszkania. Dla ułatwienia przyjmijmy, że był to okres 120 miesięcy.

  • Rozwiązanie

Wartość prawa najmu uzyskamy zatem mnożąc 500 zł razy 120 miesięcy, co daje 60.000 zł. Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym (art. 43 kr.o.), więc każdemu z nich należy się po 30.000 zł. Jako że była małżonka wykupiła mieszkanie na własność, będzie musiała spłacić udział byłego męża. Sąd może rozłożyć spłatę na raty, jednakże nie dłużej niż na 10 lat (art. 212 § 3 k.c.).

Dowód na to, że nawet humanistom potrzebna jest matematyka :)

Joanna Kuczyńska

Paragraf :)

Kwiecień 9th, 2013 by Aleksandra Ejsmont

Taki myk … :)

Szanowni Czytacze,

Na początku muszę złożyć samokrytykę, gdyż częstotliwość publikowania przeze mnie tekstów pozostawia ostatnio wiele do życzenia. Ale już nadrabiam zaległości. W ramach „rekompensaty” dziś coś z kategorii „taki myk…”.

Pisałam w poprzednim artykule o 6 miesięcznym terminie na wytoczenie powództwa o zaprzeczenie ojcostwa. A precyzyjniej, mąż matki, zgodnie z art. 63 KRO, ma 6 miesięcy na to, by założyć sprawę o zaprzeczenie ojcostwa. Termin ten ma charakter materialnoprawny, co skutkuje tym, że w przypadku przekroczenia, sąd mimo „najszczerszych” chęci, nie może go przywrócić. Szanowni Czytacze wybaczcie slang prawniczy, ale bycie Paragrafem (mimo, że z bożej łaski) jednak zobowiązuje :)

Dotychczas, w sytuacji przekroczenia 6-miesięcznego terminu mężowi matki, który nie był biologicznym ojcem dziecka, (bo pamiętamy o domniemaniu prawnym – ojcem dziecka jest mąż matki), nie pozostawało nic innego jak zdać się na łaskę albo niełaskę – z akcentem na tą drugą- prokuratora, którego 6 miesięczny termin na wytoczenie powództwa o zaprzeczenie ojcostwa nie wiąże.

I szedł nasz „ojciec formalny” do prokuratora i mówił:

  • Panie, wytocz Pan powództwo, bo żona mnie zdradziła i dziecko ma z tym gościem, a w Kodeksie napisane, że to ja ojcem jestem, a termin na zaprzeczenie ojcostwa mi poleciał – bo w szoku byłem i o jakichś tam terminach nie myślałem.

A prokurator z iście stoickim spokojem odpowiadał:

  • Panie, głowy mi Pan nie zawracaj, ja tu rozboje, gwałty i inne morderstwa mam, a Pan mi tu z jakimś zaprzeczaniem ojcostwa, trzeba było lepiej żony pilnować.

Nasz bohater był w niezwykle dramatycznej sytuacji. Pamiętajmy bowiem drodzy Czytacze, że formalne bycie ojcem pociąga za sobą liczne skutki prawne, przypominam chociażby o obowiązku alimentacyjnym.

A teraz uwaga!!! Na co nasz bohater może się powołać, co by się jednak jakoś z tych kłopotów wyplątać? Otóż pomocną dłoń wyciąga do niego nie byle kto, bo sam Sąd Najwyższy :)

W swoim Postanowieniu z 7 marca 2013 r. – świeżutkie, cieplutkie jeszcze – sygn. II CSK 411/2012 Sąd powiedział „Zasady współżycia społecznego pozwalają na merytoryczne rozpatrzenie zaprzeczenia ojcostwa mimo naruszenia terminu.” Oczywiście Czytacze, będąc osobami stale pracującymi nad swoją świadomością prawną wiedzą, że orzeczenia Sądu Najwyższego nie są źródłem prawa. Pamiętać należy, że to jednak, było nie było, zdanie SN, które może stanowić poważny argument w dyskusji z sądem rozpatrującym naszą sprawę o zaprzeczenie ojcostwa, wniesioną po terminie.

Podsumowując. Co powinien zrobić nasz bohater? Wysmarować pozew o zaprzeczenie ojcostwa, wnieść o to, by sąd stwierdził, że nie jest on ojcem dziecka, które urodziło się w trakcie trwania małżeństwa, opisać wszystkie okoliczności sprawy, może zawnioskować o przeprowadzenie dowodu z badań DNA. W uzasadnieniu powinien wskazać także, że owszem przekroczył 6 miesięczny termin, ale przypomina o stanowisku Sądu Najwyższego, który powiedział, że sprawa może być rozpoznana, mimo że termin upłyną, ze względu na zasady współżycia społecznego.

Ot i cały myk :)

Aleksandra Ejsmont

Paragraf

 

Marzec 20th, 2013 by Aleksandra Krupska

Ofiary przemocy w rodzinie akceptują przemoc

Podejrzewam, że jednym z najpopularniejszych w społeczeństwie mitów, jest właśnie ten. Właściwie dotyczy wszystkich, zarówno osób doświadczających przemocy, sprawców, rodziny, sąsiadów: „przecież wiadomo było z kim się wiązał/a”. Jednak to, że ktoś jest w relacji, w której występuje przemoc, nie oznacza, że chce w niej być.

Nie da się na jednym przykładzie opisać jak takie myślenie może się kształtować, bo mimo iż poszczególne elementy mogą wpływać na inny charakter powstania i przebiegu przemocy, jednak prawie zawsze powstaje ta myśl „sama tego chciałam/em”, „tyle lat akceptowała a nagle chce to zmienić”.

Gdy tworzy się relacja obie strony starają się zaprezentować jak najlepiej. Wydaje się, że związek jest wyjątkowy, pierwszy objaw agresji w stosunku do partnera na ogół jest odbierany jako incydentalny. (o powiązanym kolejnym micie „uderzył/a tylko raz” – „to się nie powtórzy” w następnym artykule). Przy każdym następnym osoba doświadczająca przemocy trzyma się wspomnień lepszych chwil, nadziei na to, że będzie lepiej, że osoba, którą kochamy, zmieni się…

To nie jest tak, że pierwszy raz musi dotyczyć fizycznego ataku. Bardzo często ten moment poprzedzony jest sytuacjami, w której osoba doświadcza od partnera poniżających uwag: „jak Ty się ubrałaś/eś”, „widziałaś co ugotowałaś/eś”. Czasami są to uwagi na osobności, gdy nikt nie patrzy, w towarzystwie nadal widać, że jest to „idealny” związek. Dla otoczenia niezrozumiała jest „skwaszona” mina partnerki/a: „czemu jesteś taka smutna, przecież masz idealnego partnera”. Sytuacja niestety stopniowo się rozwija, ale głównie kiedy „nikt nie widzi”, „nikt nie słyszy”. Słysząc opinie innych osób na temat naszego partnera poddajemy w wątpliwość swoje własne odczucia, że powinniśmy zakończyć ten związek.

Każdy z nas ma pewną granicę, przy której określa, że na pewne rzeczy partnerowi by nie pozwolił, jednak gdy jesteśmy zakochani, bardzo ciężko jest dojść rozsądkowi do głosu. Granice: „nie pozwolę sobie, aby mnie ktoś publicznie poniżał”, „może mnie uderzyć tylko raz”, „może mnie zdradzić tylko raz”, „mnie może bić, ale jak podniesie na dziecko rękę, to odchodzę” nie u wszystkich wystarczą do podjęcia decyzji o odejściu. Bardzo łatwo jest się pogubić w całej sytuacji i pozostać w takim zawieszeniu, pułapce… Jednak to nadal nie oznacza, że ludzie akceptują to, że są bici, poniżani, szykanowani.

Przyczyny można dopatrywać się w „miodowych miesiącach”, ale warto zauważyć, że w trzymaniu się nadziei czy próbach podtrzymywaniu jak najdłużej miłych chwil, jest realizacja takich potrzeb, jak: obniżenie lęku, poczucia wstydu (bo w końcu tyle osób zachwycało się partnerem/ką), podtrzymanie poczucia własnej wartości.

To nie jest tak, że osoba doświadczająca przemocy jest całkowicie świadoma, że powinna zrezygnować z tej relacji. Zdarza się również, że nie jest świadoma, że to czego doświadcza, jest przemocą. Czasami ciężko jest się przed sobą przyznać, że popełniło się błąd, co więcej zakończyć związek z tą świadomością. Problemem są również obawy przed agresywnymi odpowiedziami na takie zachowanie ze strony sprawców. Reakcja przecież może być ostrzejsza, a jak się nie będzie reagowało to jest nadzieja, że jakiś czas będzie spokój, a im dłużej będzie trwała cisza tym bardziej wzrasta to pozorne poczucie bezpieczeństwa. Najtrudniejszym momentem dla osób doświadczających przemocy jest ten, gdy pojawia się wyuczona bezradność, brak innych perspektyw na przyszłość (niż te już znane), które powodują, że wolą zostać w takiej relacji, bo nawet jeśli jest potwornie ciężko, to jest dla nich ICH znana rzeczywistość. Czasami strach przed innym wyjściem może być też paraliżujący…

Jednak, na koniec tego artykułu chciałabym zakończyć pewną historią klientki, która przychodziła do mnie i do mojej koleżanki na terapię. Ola, doskonale ją znasz :)

Pani B. przyszła do fundacji w wieku sześćdziesięciu paru lat, aby powiedzieć, że wyprowadziła się z mieszkania, w którym przez ponad 30 lat żyła wraz ze swoim mężem i synem. Po kilkudziesięciu latach postanowiła zmienić swoje życie. Co więcej zgłosiła sprawę rozwodową do sądu z orzeczeniem winy. Po tylu latach, gdy zamieszkała sama, obawiała się najmniejszych hałasów za oknem, bała się, że jest śledzona przez swojego męża. Przychodziła do nas przez prawie 3 lata. Bardzo jej kibicuję, czasami wracam do niej myślami. Jest to niesamowicie ciepła osoba, która postanowiła zmienić swoje życie, a tak naprawdę zbudować je na nowo… :)

Aleksandra K. – psycholog

Marzec 15th, 2013 by Joanna Kuczyńska

Znęcanie się jest przestępstwem!

Znęcanie się nad członkiem rodziny jest jednym z przestępstw przeciwko rodzinie i opiece. Niestety, nie dla wszystkich jest to oczywiste. Ciarki przechodzą mnie na wspomnienie wielokrotnie gwałconej dziewczyny (żony i matki), od której usłyszałam zdanie: „Nie jestem pewna czy to przemoc”.

 Słyszę je często, dlatego rozpoczynając serię artykułów prawnych na temat przemocy postanowiłam zacząć od samego początku, czyli od wyjaśnienia na czym polega przestępstwo znęcania. W tym celu omówię jego poszczególne elementy.

Art. 207. § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Art. 207 k.k. jaki jest, każdy widzi, ale niekoniecznie wie, co ustawodawca miał na myśli zapisując go w ten a nie inny sposób. Prawo konstruowane jest przy użyciu różnego rodzaju pojęć, które można zrozumieć znając inne przepisy (np. na potrzeby prawa karnego został określony krąg osób najbliższych) lub przy użyciu tzw. pojęć niedookreślonych, które dają sądom pewną swobodę decyzyjną. Nie można jednak swobody tej utożsamiać „z dowolnością i wolnością od zewnętrznej kontroli” (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 31.03.2005 r., sygn. akt SK 26/02).

KTO

Każdy członek rodziny niezależnie od wieku i płci. Może to być zarówno mężczyzna jak i kobieta, rodzic, ale też dziecko – wobec innych dzieci czy rodziców.

ZNĘCA SIĘ

Na temat pojęcia „znęcania się” napisano grube księgi. Jest to jedno z pojęć niedookreślonych, o których wspominałam we wstępie. W orzecznictwie polskich sądów wypracowano jego interpretację. Poniżej zamieszczam najważniejsze według mnie sentencje wyroków sądowych (mogą Wam się przydać przy formułowaniu pism procesowych):

  • Przestępstwo znęcania się może być popełnione umyślnie i to wyłącznie z zamiarem bezpośrednim. Przesądza o tym znamię intencjonalne „znęca się”, charakteryzujące szczególne nastawienie sprawcy. (wyrok SN z 21.10.1999 r., V KKN 580/97) Przekładając z polskiego na nasze chodzi o to, że sprawca chce znęcać się nad swoją osobą najbliższą (nawet jeżeli twierdzi inaczej) i podejmuje działania (lub nic nie robi, np. nie podaje jedzenia czy leków osobie obłożnie chorej), żeby swój cel osiągnąć.

  • Pojęcie „znęcanie się” na gruncie art. 207 k.k. zawiera w sobie istnienie przewagi sprawcy nad osobą pokrzywdzoną, której nie może się ona przeciwstawić lub może to uczynić w niewielkim stopniu. (wyrok SN z 11.02.2003 r., IV KKN 312/99) (…) jest przestępstwem umyślnym i może być dokonany tylko z zamiarem bezpośrednim. Nie jest zatem możliwe wzajemne znęcanie się małżonków. Natomiast zachowanie się ich może wyczerpywać jednostkowo znamiona przestępstw znieważania bądź naruszania nietykalności fizycznej. (wyrok SN z 13.09.2005 r., WA 24/05) W takiej sytuacji mamy do czynienia z konfliktem, który może przyjmować mniej lub bardziej ostre formy. Poszczególne czyny mogą stanowić inne rodzaje przestępstw (szerzej napiszę o tym w artykule o przemocy fizycznej).

  • O uznaniu za „znęcanie się” zachowania sprawiającego cierpienie psychiczne ofiary powinna decydować ocena obiektywna, a nie subiektywne odczucie pokrzywdzonego. Za znęcanie się nie można uznać zachowania sprawcy, które nie powoduje u ofiary poważnego cierpienia moralnego (wyrok SN z 11.02.2003 r., IV KKN 312/99) W tej sprawie żona twierdziła, że mąż znęca się nad nią psychicznie, ponieważ będąc pod wpływem alkoholu żąda od niej uczestniczenia w kosztach utrzymania rodziny. Rozmowa na ten temat zawsze kończyła się awanturą. Wspólne przyczynianie się do zaspokajania potrzeb rodziny (szerzej napiszę o tym przy okazji alimentów) jest obowiązkiem ustawowym małżonków, dlatego żądanie męża było obiektywnie uzasadnione. Okoliczności towarzyszące (alkohol i awantura, w której żona nie pozostawała mężowi dłużna) nie mogą być obiektywnie uznane za powodujące poważne cierpienia moralne.

  • Działanie albo zaniechanie polegające na umyślnym zadawaniu bólu fizycznego lub dotkliwych cierpień moralnych, powtarzającym się albo jednorazowym, lecz intensywnym i rozciągniętym w czasie. (wyrok SA we Wrocławiu z 08.03.2012 r., II AKa 388/11) Znęcanie może wyrażać się w działaniu (np. bicie, szykanowanie, lżenie, grożenie przestępstwem lub porzuceniem) albo w zaniechaniu (np. dręczenie głodem, nieopalanie zimnego mieszkania). Jednorazowe pobicie nie jest przestępstwem znęcania się, ale w zależności od skutku może być zakwalifikowane jako naruszenie nietykalności cielesnej, spowodowanie lekkiego, średniego bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Żeby jednorazowy czyn sprawcy został uznany za przestępstwo znęcania, musi być intensywny i rozciągnięty w czasie.

  • W wypadku kwalifikowanego znęcania się, o którym mowa w art. 207 § 3 k.k., oprócz ustalenia związku przyczynowego między aktami znęcania się a targnięciem się ofiary na swoje życie niezbędne jest ponadto ustalenie, że sprawca tego przestępstwa następstwa swojego czynu co najmniej mógł przewidzieć. (wyrok SN z 03.06.2004 r., V KK 13/04) Pamiętam przypadek sprzed wielu lat, gdzie 10-cio, może 11-letni chłopak powiesił się, ponieważ został złapany przez policję podczas kradzieży znaczków samochodowych i bał się reakcji rodziców. Niezależnie od tego, jak wyglądała jego sytuacja rodzinna, reakcja chłopca była z pewnością nieadekwatna i nikt nie mógł przewidzieć, że z tego powodu ktokolwiek popełni samobójstwo.

FIZYCZNIE LUB PSYCHICZNIE

to już materiał na 2 kolejne artykuły :)

NAD OSOBĄ NAJBLIŻSZĄ

Jak już wspominałam krąg osób najbliższych określa art. 115 kodeksu karnego. Należą do niego:

  • małżonek,

  • wstępny (rodzice, dziadkowie),

  • zstępny (dzieci, wnuki),

  • rodzeństwo,

  • powinowaty (rodzina małżonka) w tej samej linii (wstępni i zstępni małżonka) lub stopniu (rodzeństwo małżonka),

  • osoba pozostająca w stosunku przysposobienia (adoptowana) oraz jej małżonek,

  • a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu (konkubenci).

Ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie stosuje się do członków rodziny, do których, oprócz osób wymienionych powyżej, zalicza także inną osobę wspólnie zamieszkującą lub gospodarującą.

NAD INNĄ OSOBĄ POZOSTAJĄCĄ W STAŁYM LUB PRZEMIJAJĄCYM STOSUNKU ZALEŻNOŚCI OD SPRAWCY

Stosunek zależności stanowiący znamię przestępstwa z art. 207 § 1 k.k., to taki stan, w którym sytuacja jednej osoby (materialna, zdrowotna lub choćby tylko psychiczna) uzależniona jest od sprawcy. Stosunek zależności zachodzi wówczas, gdy pokrzywdzony nie jest zdolny, z własnej woli, przeciwstawić się znęcaniu i znosi je, z obawy przed pogorszeniem swoich dotychczasowych warunków. Stosunek ten może wynikać także z sytuacji faktycznej stwarzającej dla sprawcy sposobność znęcania się, przy wykorzystaniu przewagi sprawcy nad słabszym pokrzywdzonym. (wyrok SA w Katowicach z 13.11.2008 r., sygn. akt II AKa 303/08) Taki stosunek zależności może występować np. w rodzinach zastępczych czy w szkołach. Natomiast w miejscu pracy nie będzie dochodziło do znęcania, lecz do mobbingu (i ewentualnie innych czynów karalnych).

Sformułowanie przepisu art. 207 k.k., gdzie mowa jest o znęcaniu się nad „osobą pozostającą w (…) stosunku zależności” wskazuje na wymóg istnienia stosunku zależności jeszcze przed podjęciem czynności właściwych dla znęcania. (wyrok SA w Gdańsku z 24.05.2000 r., II AKa 127/00)

NAD MAŁOLETNIM

Małoletnim jest każda osoba, która nie ukończyła lat 18. Nie musi należeć do kręgu osób najbliższych (np. w szkole).

NAD OSOBĄ NIEPORADNĄ ZE WZGLĘDU NA JEJ STAN PSYCHICZNY LUB FIZYCZNY

Osoby, które ze względu na podeszły wiek, kalectwo, obłożną chorobę lub właściwości psychiczne (np. upośledzenie umysłowe) nie mogą decydować o swoim losie i zmieniać swojego położenia (Marek A., Kodeks Karny. Komentarz, Warszawa 2010).

Joanna Kuczyńska

Paragraf :)

Marzec 10th, 2013 by Aleksandra Ejsmont

Termin nie zając, nie ucieknie. A jak ucieknie? No to klops :)

Czytacze moi drodzy, tak się zastanawiałam o czym by Wam tu tym razem opowiedzieć … i zeszło jakoś na temat niemalże kulinarny, tj. na klops, a żeby być precyzyjnym to na terminowy klops :)

Żarciszonki żarciszonkami, a temat jest poważny, bo o co chodzi z tymi terminami? Otóż spieszę z wyjaśnieniami. Terminy mamy różne: instrukcyjne – są to zazwyczaj terminy dla sądu/organu mają to do siebie, że nawet jak zostaną przekroczone to tak naprawdę nic się nie dzieje (no może ewentualne, jeśli to przekroczenie będzie znaczne, to sąd powinien się liczyć ze skargą na przewlekłość, ale nie mówmy o drobiazgach). Przykładem terminu instrukcyjnego jest 7 dniowy termin na rozpoznanie wniosku o ustanowienie zabezpieczenia – sąd go przekroczy … no cóż życie :)

Są też terminy, które jak zostaną przekroczone to umarł w butach i zrobić nic się nie da – np. sześciomiesięczny termin na wniesienie przez męża matki powództwa o zaprzeczenie ojcostwa.

Są w końcu i takie terminy, które jeśli je przekroczymy, to nie musimy się od razu poddawać i w czarną rozpacz popadać, chociaż wesoło nam nie powinno być, bo można spróbować złożyć tzw. wniosek o przywrócenie terminu. I tu uwaga!!! Jako Paragraf, było nie było, przypominam, że zgodnie z art. 168 Kodeksu postępowania cywilnego – dalej KPC, jeśli mieliśmy w naszej sprawie (przed sądem) dokonać jakiejś czynności, np. złożyć zażalenie i mieliśmy na to 7 dni – ale jak powszechnie wiadomo nieszczęścia chodzą parami – a jedno nieszczęście w postaci sprawy przed sądem to za mało, to wylądowaliśmy jeszcze w szpitalu i nijak nie mogliśmy w tym terminie się pożalić – to na podstawie tego przepisu, który wskazałam powyżej możemy poprosić sąd o to, żeby termin nam przywrócił. Od razu wyjaśniam, że samo napisanie „Wnoszę o przywrócenie terminu na wniesienie zażalenia.” może się okazać niewystarczające. Żeby była jasność, nie wynika to z nabywanej, wraz z doświadczeniem zawodowym, złośliwości sędziów. Otóż w związku z tym, że to my nabroiliśmy i termin nam poleciał, to teraz my musimy się trochę pomęczyć i w uzasadnieniu takiego wniosku opisać całe to nieszczęście, które nam się przytrafiło i uniemożliwiło dokonanie czynności w terminie. Uwaga do zeszytów – kategoria „różową czcionką pisane” – 1. tłumaczymy się, 2. dołączamy dowody, coby uprawdopodobnić, że to nasze tłumaczenie nie jest z palca wyssane, tylko że tak naprawdę było. I pamiętajmy decyzja o przywróceniu terminu należy do SĄDU!!!

Jeszcze dwie rzecz jeśli o przywracanie terminu jakiejś czynności idzie, i tu znowu 100% koncentracji na tym, co do moich ulubionych Czytaczy piszę :)

  • po pierwsze, wniosek o przywrócenie terminu składamy w ciągu tygodnia od ustania przyczyny niedotrzymania terminu;

  • po drugie, równocześnie ze złożeniem wniosku powinniśmy dokonać czynności, w naszym przykładzie byłoby to dołączenie zażalenia.

Uwaga!!! Ponieważ na naszym blogu będziemy też pisać – już niebawem obiecuję :) – o sprawach rodzinnych, w tym rozwodach, to Czytacze muszą wiedzieć, jako osoby stale poszerzające swoją wiedzę i świadomość prawną, że zgodnie z art. 170 KPC, niedopuszczalne jest przywrócenie terminu do złożenia środka odwoławczego od wyroku orzekajacego: unieważnienie małżeństwa, rozwód, czy też ustalającego nieistnienie małżeństwa, jeśli choćby jedna ze stron po uprawomocnieniu się wyroku zawarła nowy związek małżeński.

Krótko mówiąc sytuacja wygląda tak: rozwodzimy się, mamy wyrok, który chcemy zaskarżyć, bo sąd stwierdził, że z winy obu stron (a przecież to oczywiste, że to wyłączna wina tej drugiej Strony, bo np. to zła kobieta była :)  ). No i już zamierzaliśmy składać tę apelację, ale jak już mówiliśmy nieszczęścia chodzą parami i pech chciał, że trafiliśmy do szpitala. No i klops! Termin na apelację minął….. Wyrok (mimo, że „niesprawiedliwy”) nam się uprawomocnił, a jak już ustaliliśmy, była żona złą kobietą była, w związku z czym, jak tylko wyrok się uprawomocnił to ślub wzięła . I w takiej sytuacji szans na przywrócenie terminu na złożenie apelacji nie ma żadnych, mimo że niedotrzymanie nie było zawinione, a była żona naprawdę ZŁĄ KOBIETĄ była.

O terminach można by pewnie jeszcze dużo pisać, ale nie godzi się wystawiać cierpliwość Czytaczy na taką próbę, zatem podsumowując zapamiętujemy: termin rzecz święta i dotrzymać go trzeba, a jak się nie dotrzyma to, w przypadkach gdy jest to możliwe, wniosek do sądu z prośbą uprzejmą o przywrócenie się śle.

To pisałam ja, nadworny Paragraf,

Aleksandra Ejsmont   

Luty 25th, 2013 by Aleksandra Krupska

Fakty i Mity na temat przemocy – słowo wstępu

Czyli, co blokuje i od czego się zaczyna na drodze do życia lepszej jakości…

Będąc psychologiem do tematu przemocy można podejść na kilka sposobów… można rozpocząć o tym, dlaczego i skąd biorą się takie relację międzyludzkie, czemu dana osoba żyje w relacji, w której jest krzywdzona przez partnera a czemu ktoś staje się sprawcą; można też napisać o tym jakie są objawy, skutki dla wszystkich uczestników oraz osób będących blisko danej rodziny. Postanowiłam podejść do tematu rozpoczynając od stwierdzeń, którymi osoby doświadczające i będące sprawcami przemocy rozpoczynały spotkania ze mną, czyli od MITÓW.

Na ogół mity były tworzone po to, aby wyjaśniać zjawiska, których ludzie dawniej nie pojmowali. Co za tym idzie, kiedy zjawiska zostały mniej lub bardziej wyjaśnione przez naukę, mity stały się symbolami opinii, które niekoniecznie idą w zgodzie z prawdą. Skoro nie mają wiele wspólnego z prawdą, to teoretycznieniepowinny istnieć… a jednak przejęły rolę pójścia na skróty, tłumaczenia zjawisk ogólnymi „prawdami”, które często z prawdą nie mają wiele wspólnego… Niestety (a może jednak nie, bo dzięki temu jest od czego zacząć…) spora część z nich dotyczy problemu przemocy…

W trakcie pierwszych spotkań ze mną pojawiają się wypowiedzi: „sama sobie na to zasłużyłam” (Pani, która akceptowała to, że mąż ją bije), „skoro nigdy nic nie mówiłam, to dlaczego miałby mi ktoś uwierzyć”, „jaka przemoc, nigdy mnie nie uderzył” (Pani, którą partner poniżał przy innych i miał bardzo wysokie wymagania co do wypełnianych przez nią obowiązków), „gwałt w małżeństwie nie istnieje”, „nie mogę już zmienić swojego życia” (Pani, która przez ponad 20 lat doświadczała przemocy), „to był jedyny raz”, „ona się zmieni”, „myślałam, że przemoc dotyczy tylko rodzin patologicznych)”, „nie da się wychować bez twardej ręki”, „jak ja mogę być ofiarą” (Pan doświadczający przemocy ze strony partnerki). Między innymi o tych mitach będę chciała napisać.

W przypadku przemocy, wydaje się, że miały one na celu zamknięcie niepotrzebnych rozmów, zastanawiania się nad tym, „czy mam możliwość poszukania pomocy”, „czy na nią zasługuję”. Wydawać by się mogło, że dzisiaj już znacznie łatwiej jest zgłosić się po pomoc, powiedzieć „żyję z osobą, która mnie krzywdzi”, ale nim zacznie się mówić i szukać pomocy, trzeba poradzić sobie i przełamać w sobie mity, które bardzo często powodują, że dalej tkwimy w relacji, w której cierpimy. Dlaczego trwa się w takim związku? Brutalnie mówiąc, w większości przypadków, nawet trwałe cierpienie jest lepsze niż podjęcie walki o swoje życie, bo obecne życie jest znane i na tyle nacechowane bezradnością, że nie widać innego alternatywnego życia, bez przemocy… jednak nawet ta perspektywa nie oznacza, że nic nie da się zrobić. Osoba doświadczająca przemocy może postanowić zmienić swoje życie, w każdej takiej relacji dochodzi do punktu zwrotnego, ale o tym niebawem

Aleksandra K. – psycholog

W następnym artykule „ofiary przemocy w rodzinie akceptują przemoc”

Luty 24th, 2013 by Joanna Kuczyńska

Krótki traktat o przemocy

  •  Na wstępie troszkę historii

Przemoc w rodzinie jest poważnym problemem społecznym. Istnieje „od zawsze”, jednakże dopiero w ubiegłym wieku została „dostrzeżona” przez ustawodawstwa państw na całym świecie. W polskim kodeksie karnym z 1932 roku nie istniało przestępstwo znęcania w odniesieniu do osoby dorosłej. Jedynym przepisem odnoszącym się do tego zagadnienia był art. 246, zgodnie z którym za znęcanie fizyczne lub moralne nad pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy osobą nieletnią poniżej lat 17 lub bezradną groziła kara więzienia do lat 5. Dopiero kodeks karny z 1969 roku w art. 184 przewidywał odpowiedzialność karną za znęcanie fizyczne lub moralne nad członkiem rodziny (bez ograniczeń wiekowych) lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą bezradną, groziła kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

W obecnie obowiązującym kodeksie karnym z 1997 r. w art. 207 przestępstwo znęcania się uregulowano następująco:

§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Organizacje specjalizujące się w udzielaniu wsparcia i pomocy osobom doświadczającym przemocy w rodzinie w Polsce od dawna wskazywały na konieczność wprowadzenia specjalnych mechanizmów ochrony ofiar, umożliwiających izolację sprawcy. W ten sposób doprowadziły do uchwalenia obowiązującej obecnie ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

  • Przemoc w rodzinie

Przemoc w rodzinie zdefiniowana jest nieco inaczej niż przestępstwo znęcania. Mianowicie, zgodnie z ustawą, przez przemoc w rodzinie należy rozumieć jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste członków rodziny, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą.

Mając na uwadze doniosłość problemu przeciwdziałania temu zjawisku polski ustawodawca w preambule do ustawy uznał, że przemoc w rodzinie narusza podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do życia i zdrowia oraz poszanowania godności osobistej, a władze publiczne mają obowiązek zapewnić wszystkim obywatelom równe traktowanie i poszanowanie ich praw i wolności.

Joanna Kuczyńska

Paragraf :)

Luty 23rd, 2013 by Aleksandra Ejsmont

I had a dream …

Tak, szanowni Czytacze miałam taki piękny sen…, że żyję w kraju, który poza tym, że jest zieloną wyspą – spokojnie, spokojnie niebezpieczeństwa wejścia na tematy polityczne nie ma :) – to jeszcze jego obywatele, wszyscy jak jeden mąż /żona /konkubent i konkubina mają coś co nazywa się … uwaga napięcie rośnie jak u Hitchcocka…. ŚWIADOMOŚCIĄ PRAWNĄ. W tym śnie było tak, że jak ktoś miał w planie zawrzeć jakąś umowę, rozwieść się, uregulować kwestie związane z dziećmi, słowem dokonać jakiejkolwiek czynności, która będzie wywoływała skutki prawne, to za każdym razem najpierw szedł na konsultację do prawnika, dowiadywał się jakie są możliwe rozwiązania, jakich może się spodziewać problemów, jakie dokumenty trzeba przygotować i w końcu jakie będą konsekwencje. I ci obywatele załatwiali swoje prawne sprawy dość szybko i bez zbędnych komplikacji…

Ach…. jakże piękny był to sen…. Niestety potem zadzwonił budzik i się obudziłam, a rzeczywistość okazała się koszmarna, w narodzie świadomości prawnej brak, za to iście ułańskiej fantazji ci u nas dostatek. I najpierw tak spontanicznie nabroimy, nakręcimy, węzeł niemalże gordyjski stworzymy, następnie, jak sprawa np. trafi do sądu, przekonani o swojej nieomylności przed sądem pierwszej instancji „świetnie” radzimy sobie sami – tak, tak to etap „Gdzie ja będę tym „papugom”- prawnikom – płacił/-a, sprawa przecież jest prosta i świetnie sobie z nią radzę, a jak będę, miał/-a wątpliwości to doczytam na forum internetowym.” – i tak dochodzimy do zakończenia sprawy przed sądem pierwszej instancji. I tu następuje bardzo często dość nieprzyjemne zaskoczenie, zwane potocznie przegraną.

ALE!!! Polak wie, bo sąd – ten który jest bardzo niesprawiedliwy, stronniczy i oczywiście został przekupiony przez naszego przeciwnika procesowego – pouczył, że odwołać się można, no to pędzi nasz bohater do prawnika – to już etap „No jednak bez prawnika w polskich sądach – gdzie Ci wszyscy nieobiektywni sędziowie siedzą, się nie da.” – i mówi „Pani Mecenas/ Panie Mecenasie nieszczęście!!! Sprawę przegrałem/-am, mimo, że racja jest ewidentnie po mojej stronie, dowody są, że tamten/ tamta kłamie!!! Proszę coś z tym zrobić!”

I po krótkiej rozmowie z Klientem dowiadujemy się np. że dowody może i są, ale nie w aktach sprawy, bo klient nie wiedział, że wniosek dowodowy złożyć trzeba. Bo nasz bohater był przekonany, że jak sądowi potrzebny będzie dowód to sąd o niego poprosi, a tu niespodzianka – nie poprosił. A gdy informujemy naszego samodzielnego obywatela, że to on ma przejawiać inicjatywę, bo to on jest zainteresowany uzyskaniem korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia, to następuje moment ogromnego zdziwienia – etap „Ale jak to? Dlaczego mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem?”.

I teraz niespodzianka, kolejna w tym tekście, moi drodzy Czytacze, którzy z wypiekami na twarzy oddajecie się lekturze naszego bloga, proszę zapamiętać i różową czcionką zapisać sobie w zeszytach: art. 381 Kodeksu postępowania cywilnego – Sąd drugiej instancji może pominąć nowe fakty i dowody, jeżeli strona mogła je powołać w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji, chyba, że potrzeba powołania się na nie wynikła później.

A mówiąc po ludzku, jak chcesz ryzykować, to oczywiście możesz czekać z przedstawianiem dowodów do etapu postępowania odwoławczego, ale nie zdziw się jak Cię sąd drugiej instancji razem z tymi dowodami na drzewo pośle, mówiąc „Panie kochany/ Pani kochana, ale dowody to już w pierwszej instancji miałeś/-aś i nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, potrzeba przedstawienia ich nie powstała dopiero teraz – bo istniała już na poziomie pierwszej instancji – więc co mnie teraz pańskie dowody obchodzą”.

A szanowni Czytacze muszą wiedzieć, że, jak mawia pewien sędzia – mój karnistyczny guru - „SĄD JEST MOCEN!!!”. Inaczej mówiąc, w przedstawieniu zwanym sprawa sądowa, to sąd jest reżyserem i wbijmy to sobie do główek :)

Dążąc do tego by mój piękny sen stał się rzeczywistością chciałabym, aby osoby, które poświęciły chwilę i przeczytały ten tekst zapamiętały dwie rzeczy, po pierwsze zanim zrobicie coś co wywrze skutki w sferze prawnej powinniście najpierw przegadać sprawę z prawnikiem, po drugie w sprawach sądowych nie można pozostawać biernym. Od razu uprzedzam, że nie przemawia do mnie argument, „Ale mnie nie stać na prawnika.” Czytacze muszą bowiem wiedzieć, że jest wiele miejsc, gdzie można skorzystać z bezpłatnych porad prawnych, od ośrodków pomocy społecznej, biur porad obywatelskich, przez organizacje pozarządowe po uczelnie wyższe, na których są wydziały prawa, przy których działają studenckie poradnie prawne.

Aleksandra Ejsmont

Paragraf

dziś nieco mniej psychologizujący :)

Luty 21st, 2013 by Aleksandra Ejsmont

Twoje decyzje, Twoje konsekwencje

Wielu zapewne powie, że toż to oczywista oczywistość – jak mawiał Klasyk – i dlaczego trzeba pisać o tym, przecież człowiek istotą myślącą jest i doskonale o tym wie.

Niby wie, a jak przychodzi co do czego, to wije się jak piskorz, żeby tylko nie podjąć decyzji, odwlec ją w czasie, a najlepiej, żeby to ktoś inny zadecydował.

Ile razy przychodził do mnie klient/klientka i po tym jak usłyszał/-a, że możliwe są np. trzy rozwiązania, zadawał/-a tylko jedno pytanie:

  • A co by Pani zrobiła na moim miejscu?

Odpowiedź zawsze była ta sama:

  • Ale to Pani/Pana życie, Pani/Pana decyzje i i Pani/Pana konsekwencje.

  • No tak…

Ponieważ ten blog miał się zacząć tematem z kategorii MASAKRA – czyli przemoc – to właśnie osoby doświadczające przemocy także powinny sobie uświadomić, że bierność i trwanie w toksycznej relacji (Olu K. wybacz nie chciałam wchodzić w twoją działkę samo tak wyszło :) , więc tylko trochę sobie popsychologizuję), która je krzywdzi, niszczy, to też decyzja, a konsekwencja to unieszczęśliwianie samych siebie, zrujnowanie własnego życia. Tak wiem, że łatwo mi powiedzieć, że należy działać, szukać pomocy, kiedy nie grozi mi to, że za to, że zupa była za słona, albo za to, że uśmiechnęłam się w nieodpowiedni sposób, oberwę. Ale szanowni Czytacze, nikt nie powiedział, że podejmowanie decyzji jest łatwe. Wręcz przeciwnie uważam, że proces ten wymaga wielkiej odwagi, ale albo siedzimy cicho i płaczemy w kącie, albo działamy, bierzemy odpowiedzialność za swoje życie i staramy się by było takie, jakiego byśmy chcieli.

Przypomina mi się historia (wybaczcie, będę tendencyjna, ale bohaterką będzie kobieta) pani I., Asia może Ty też ją pamiętasz, młoda, inteligentna, choć mająca zaledwie podstawowe wykształcenie, ładna kobieta, z dwójką fantastycznych dzieciaków. Mieszkała w jakiejś małej miejscowości w domu należącym do męża, teściowa za płotem. Małżeństwo byłoby fantastyczne, gdyby nie drobny, nieistotny szczegół, a mianowicie mąż pani I. stosował przemoc, bił ją, gwałcił (tak gwałt w małżeństwie też występuje i też jest przestępstwem – ale to temat na inny artykuł). Pani I. znalazła jednak w sobie odwagę do tego, by przerwać to błędne koło, pewnego dnia w asyście policji uciekła, wraz z dziećmi, znalazła schronienie w domu dla ofiar przemocy. Wzięła odpowiedzialność, za swoje życie, a także za życie swoich dzieci, na początku było jej bardzo ciężko, brak środków finansowych i wykształcenia, nie ułatwiał sprawy – ale znalazła pomoc prawną – bezpłatną – szybko załatwiła rozwód z wyłącznej winy „szanownego małżonka” i oczywiście alimenty na siebie i dzieciaki, zapisała się na różne, bezpłatne, kursy doszkalające. Po pewnym czasie znalazła pracę, jej sytuacja wkrótce poprawiła się na tyle, że mogła sobie pozwolić na wynajęcie, skromnego, ale bezpiecznego mieszkania.

Historia tej kobiety pokazuje, że jeśli tylko znajdziemy w sobie siłę i odwagę do podjęcia decyzji jesteśmy w stanie wydostać się z każdych kłopotów, jedynym warunkiem jest to, by zacząć działać, zrobić pierwszy krok.

Aleksandra Ejsmont

psychologizujący ale jednak Paragraf :)